Postacie i wydarzenia przedstawione na tym blogu są fikcyjne. Wszelkie podobieństwo do postaci albo wydarzeń jest przypadkowe i niezamierzone.
piątek, 14 kwietnia 2017

Piszę. Uwaga! Uwaga!

P I S Z Ę  !

IMG_20170410_182001_239_2To piszę ja. Piszę, bo co mi innego pozostało? Bo nic innego nie umiem robić poza pisaniem, bo przecież coś trzeba robić. Bo lubię to. Bo daje mi pisanie to, czego nic innego nie potrafi mi dać. Bo to przecież moje ulubione zajęcie jest.

Czytam też, choć mniej niż bym chciała. Jednak media spłecznościowe porwały mnie bardziej niż kiedyś. Dostęp do nich powszechny z każdego miejsca sprawia, że korzystam. Co się stało z moją zasadą: nie korzystam z Internetów poza domem... no cóż: people change.

Co dzisiaj? Wielki Piątek. Praca. Może jeszcze kilka chwil i będę mogła udać się na zasłużony odpoczynek.

Do zrobienia jeszcze: kupić pastę polerską do szkła i wypolerować szkiełko w aparacie fotograficznym. Bardziej popsuć się nie da.

Samopoczucie: idealne.

Idę do przodu, nie patrzę w tył.

 

 

środa, 29 października 2014

Poszłyśmy z K. do Wola Parku na "Bogów". Seans multibabykino, czyli rodzice z dziećmi. Przy kasie pan zapytał, które miejsca chcemy wybrać. Zgodnie z niepisaną zasadą wybrałyśmy którekolwiek, bo wiadomo, że i tak się siedzi na podłodze między rzędami, bo tam są porozkładane maty i zabawki. Wchodzimy do sali, siadamy sobie przy matach, dziewczyny się bawią.

Przychodzą inne panie z wózkami, składają maty i mówią, że one tutaj miejsca kupiły i chcą wózki postawić, bo przecież nie mogą wózka postawić dalej, a nie będą siedzieć w pierwszym rzędzie z głową do góry... no szok... Przesunęłyśmy się w bok, po chwili przyszły inne matki i też każą nam się przesunąć, bo tu miejsca kupiły i na matach stawiają foteliki samochodowe. Jedna z nich mówi do mnie, że przecież mogłam sobie tu miejsce kupić. Ależ się wkurwiłam. Powiedziałam jej, że jej dziecko jeszcze nie chodzi ani nie raczkuje i jest jej naprawdę wszystko jedno, gdzie postawi fotelik, czy w tym, czy w rzędzie wyżej - jak to robią inne panie...

Akurat K. chciała pochodzić, więc zostawiłam - jak zwykle - swoje rzeczy (w torebce foliowej pół banana, opakowanie z jedzeniem, łyżeczkę, chusteczki i picie) na podłodze przy fotelach, żeby nikomu nie przeszkadzało i poszłyśmy na spacer. Chodziłyśmy na samym dole sali, trochę po schodach,  trochę siedziałam w drugim czy trzecim rzędzie.

W końcu dosiadła się do mnie ta moja córka i zaczyna płakać. Achaś, myślę sobie, głodna. Wzięłam ją na ręce, idę po moje manatki. Jakież było moje zdziwienie jak zobaczyłam, że torebka i wszystkie rzeczy leżą rozpierdolone po całym "placu zabaw". Przypominam, że dzieci to były leżące, nie raczkujące. No nic. Zebrałam to, co znalazłam, a nie znalazłam łyżeczki. Zapytałam czy ktoś nie widział. Nie, nikt nie widział. K. zaczyna się drzeć, bo głodna, nie mam jej jak nakarmić. Idę jeszcze raz szukać. W końcu jakaś pani się obudziła i podała mi łyżeczkę, która przypadkiem znalazła się u niej w torebce. Kurwica mnie strzeliła jak stąd na Księżyc... ale nic nie powiedziałam.

Poszłam do koleżanki i jej córki, i nakarmiłam K, która po jedzeniu się uspokoiła i nadal spędzała czas na wchodzeniu i schodzeniu ze schodów.

Pomyślałam sobie, że nigdy się z czymś takim nie spotkałam. No nigdy. I to matka matce... ja pierdolę. Babki z raczkującymi dziećmi i takimi leżącymi na matach, siedziały na schodach, bo jakieś popierdolone matki, które widzą tylko czubek własnego nosa, musiały w miejscu placu zabaw postawić wózki. Ja pierdolę.

środa, 09 kwietnia 2014

W kwietniu dzieją się rzeczy niezwykłe. W tym roku wiosna przyszła szybko. Już zazieleniły się parki. Krzewy nie mają listków, a liście. Na drzewach pęcznieją pąki. Kasztanowce rozwijają się z prędkością światła. Witki wierzb są soczyste i żółte. Cała przyroda cieszy się słońcem. A mnie trawi od środka cień.

sobota, 19 października 2013

jesieńSiedzę na kanapie w dużym pokoju. Sama. eM pojechał załatwiać sprawy, Krówka i Ka śpią. Słońce rysuje na budynkach cieniste obrazy. To tu, to tam zamacha wprawnym promieniem. Modernizm w najlepszym wydaniu. Lubię takie samotne poranki, napisałabym, że przedpołudnia, ale jeszcze nie ma 10.

Jem śniadanie. Piję herbatę. Zaraz będzie pora na kolejną kawę, tym razem inkę.

We czwartek byliśmy w Łodzi. W mieście Łódź. Połaziliśmy po Piotrkowskiej, po okolicy. Zjedliśmy przepyszny obiad w Anatewce. Wątróbka w sosie z malin z czosnkiem była prawdziwym cudem sztuki kulinarnej. Mostek nadziewany na szpinaku z pieczarkami był tak pyszny, że nawet nie zauważyłam, że jem szpinak, którego nie lubię. Podobnie było z kaczką w wiśniach. Obłęd. Dla takiego jedzenia jestem w stanie oddać wszystko i płacić za nie słono. Nie lubię iść do restauracji, zapłacić jak za zboże i zjeść coś, co w domu przygotowałabym lepiej. Dlatego ostatnio omijamy restauracje włoskie (królestwo za taką, w której jedzenie jest naprawdę na poziomie). A mamy za to plan udać się do Różanej i Domu Polskiego na sprawdzenie czy faktycznie są tyle warci, na ile się wyceniają.

A tak w ogóle to przyszła jesień. Powitałyśmy ją w Ogrodzie Saskim, razem z dziewczynami. Pisałam już, że lubię jesień?

niedziela, 22 września 2013

 

to sem ja

Jesień przyszła szybko. Jednego dnia słońce flirtowało w parku przez listki, a warstwa chmur zasnuła niebo tak, że jedynie widać było szarość. A z szarości sączył się deszcz. A potem przyszły ulewy. Kwiaty zalane, balkon w wodzie. Krówka tęsknie uderzała łapką w drzwi balkonowe chcąc pobrykać po dworze i odwiedzić sąsiadów. 

W domu jak widać. Sielanka przez wielkie "S". Wszystko się poukładało. Nikt nie może powiedzieć, że jestem ja te puzzle rozwalona na podłodze, a fragmenty leżą w najmniej dostępnym miejscu pod kaloryferem.

Zrobiłam dzisiaj zupę kalafiorową. Wygląda na dobrą. Jutro poznam jej smak. Dzisiaj będą placki z cukinii z serem pleśniowym smażone bez tłuszczu. Ach, a do placków łosoś. (Znowu mi się litery pomyliły i chciałam napisać łososia przez "f", a nie przez "ł"... to tak jak "lipiec" i "styczeń", zawsze mi się mylą. wtf?)

Jutro też planuję wypad na małe zakupy. A może przejadę się gdzieś dalej obejrzeć zimowe wdzianka? 

poniedziałek, 20 maja 2013

pelargoniaWiosna przyszła i od razu zamieniła się na miejsca z Latem. Lato nam króluje. Jest upalnie. Jest wspaniale. Opalam się czytając Hugo-Badera na balkonie, który zakwitł kwiatami różnymi, kolorowymi, pachnącymi. Jestem oszołomiona tym jak wybuchają i rozkwitają moje kwiaty. Groszek rośnie jak głupi, podobnie maciejka. Podlewam je dwa razy dziennie. Rano jak jeszcze nie ma wielkiego słońca i popołudniem jak słońce już sobie zajdzie. Raz nie podlałam ich z samego rana i zauważyłam, że maciejka więdnie. Kwiatom potrzeba dużo wody. Dużo. 

Siedzimy z Krówką w domu i jest bardzo przyjemnie. Bardzo. Dawno nie czułam się taka zrelaksowana i szczęśliwa. 

Jeszcze trzy dni leżenia, we środę wyruszam na miasto. Plan jest taki, że jadę do Arkadii po kilka sprawunków: złożyć reklamację na wisiorek, kupić klapki nr 2 dla mnie i nr 1 dla eMa oraz użyczyć koleżance mojej karty, ponadto w h&m mam obejrzeć koszulki polo i jak któraś mi się spodoba, to zakupić. Coś jeszcze w centrum handlowym? Lody może? A potem już sama przyjemność, czyli wizyta lekarska. 

Może we czwartek będę mogła pójść jak człowiek na daleki spacer wieczorny? 

czwartek, 25 kwietnia 2013

Nie wiem jak ten tydzień mi uciekł. Nie wiem jak to się stało, że jest już czwartek, przecież nie dalej jak wczoraj była niedziela. Siedzę przy biurku stole kuchennym i czekam na powrót eMa do domu. Późno już choć widno. Patrzę na czerwone tulipany, mapę Polski i Litwy sprzed II wojny światowej (może być nawet starsza), na banany, które kupiłam dzisiaj w Lidlu. Chce mi się pić, ale bardzo nie chce mi się wstać do lodówki po sok. Lenistwo jednak jest straszne.

Byłam dzisiaj u kumpla na kawie i ciastku. Powiedział, że się chyba kapusty objadłam. Tak, zjadłam jej całe 10kg i trochę mnie wzdęło.


Mam nowy projekt. Zrobić drzewo genealogiczne. Zadanie ponad moje siły niestety. Nigdzie nie ma danych. Podniecona odnalezionym aktem urodzenia babci myślałam, że pójdzie gładko. Niestety, to jedyny dostępny skan. Inne albo jeszcze nie są przygotowane albo zaginione albo nie wiadomo, gdzie szukać. I piszę tu o rodzinie mojej mamy, o rodzinie taty nie mam zielonego pojęcia i, co najgorsze, nie mam pomysłu, kogo mogę zapytać. Babcia i dziadek już dawno nie żyją. Nie pochodzili stąd. Babcia z Gniezna, ale czy tam się urodziła, nie wiem. Dziadek ze świętokrzyskiego, ale tam nasze nazwisko tak popularne, że odnalezienie akurat jego przodków uważam za niewykonalne. Potrzebuję więcej danych, a te wydają mi się niedostępne. W niedzielę jadę do rodziców, to wygrzebię stare fotografie, może na nich odnajdę jakieś szczątki rodzinnych historii. Mam też plan poskanować stare zdjęcia. To będzie projekt na majówkę. Ponieważ nie jadę nigdzie, to chociaż zajmę się czymś pożytecznym.

Jestem zmęczona.

poniedziałek, 18 marca 2013

wiosennieOstatnio śnię dziwnie. Dziwniej niż zazwyczaj, bo zawsze miałam sny, które przyprawiały mnie o szybsze bicie serca. Jednak kilka ostatnich, to zaiste pierwsze miejsca na liście wszechczasów moich snów.

Sen nr 1: eM w wannie, rozmawiamy o istnieniu Boga i Jezusie: czy rzeczywiście jest synem Bożym. Jestem nieugięta w swoich przekonaniach, cały czas twierdzę, że Jezus był postacią historyczną, ale nie synem Boga. W tym momencie zaczyna przemawiać do mnie sam Jezus mówiąc, że jest synem Bożym i rozkazuje mi ukleknąć. Gdy nie chcę tego zrobić, zmusza mnie, traktując jak marionetkę. Budzę się przerażona, odkryta. Nie mogę zasnąć przez kilka godzin.

Sen nr 2: K. jest na świecie. Jest maleńka. Ja jestem na podwórku, moja mama mnie woła, żebym może w końcu ją zobaczyła. Idę do domu, dziecko jest okropnie ubrane: w body, na które założone są obrzydliwe niebieskie rajstopki. Zaczynam ją rozbierać, bo czuję, że jest spocona. Zdejmuję kolejne warstwy ubrania. W głowie mam myśl, że urodziła się za wcześnie, a ja nie mam nic przygotowanego. Przebieram ją w pajacyka. Chcę wziąć na ręce, ale nie jestem w stanie utrzymać jej główki. Upadamy razem na tyłek. Patrzę na nią, ma wielkie granatowe oczy i długie rzęsy jak sztuczne. Mówi do mnie: jesteś śliczna, mamusiu, nakarm mnie. Zaczynam ją karmić. W tym momencie do pokoju wchodzi ś.p. dziadek S. (tata mojego taty), wypraszam go. Cięcie.

cdn...

piątek, 04 stycznia 2013

Mówi się, że Nowy Rok to nowy początek. Nigdy jeszcze aż tak bardzo nie zgadzałam się z tym stwierdzeniem. Niczego bardziej nie chciałam niż nowego roku, w którym będę mogła zacząć (prawie) od nowa. Nie piszę, że z czystą kartką, bo już dawno przestałam wierzyć w te dziecinne kwestie. Nowy Rok to przede wszystkim dla mnie nowe życie. Niech każdy sobie dopisze do tego własną definicję. To także nowe znajomości i przyjaźnie, które mam nadzieję zostaną ze mną na dłużej. Poza tym, to nowe mieszkanie, które au contraire wolałabym, żeby nie zostało z nami zbyt długo. Dodam jeszcze, pierwszy wyjazd sylwestrowy, który był naprawdę wyjątkowo udany towarzysko, ale nie zdrowotnie. I po raz kolejny potwierdza się teoria o zbliżaniu wyjazdów. Nie mogę zapomnieć o pierwszych świętach razem, które były jak sinusoida, ale ostatecznie sin=1.

Krówka nadal mruczy przy głowie. Nadal umiłowanie do garów się we mnie rozwija. Szafa powiększa się geometrycznie. Liczba przeczytanych stron wzrasta, jak również obejrzanych filmów. Nie robię zdjęć, co tylko niekiedy mi przeszkadza. Nie piszę. Tutaj biję się w pierś i obiecuję poprawę. Nie mam żadnego usprawiedliwienia.

środa, 07 listopada 2012

grochowaGrochowa jest najlepsza na taką pluchę za oknem. Nagotowałam cały wielki gar. Starczy do końca tygodnia, a kto wie, czy na przyszły tydzień jeszcze zostanie.

Korzystałam z Kuchni Polskiej Małgorzaty Wasilewskiej. Dobra książka kucharska. Bez zbędnych fotografii. Przepisy podane w łatwy do zrozumienia sposób.

A robiłam tak: namoczyłam groch (w nocy zostawiłam w garze) - 400g. Następnego dnia obrałam całą włoszczyznę (4 marchewki, 2 pietruszki, por i seler) - zalałam wodą, dodałam groch i przyprawy (ziele angielskie, liść laurowy, pieprz i trochę soli) i gotowałam przez półtorej godziny. Wyjęłam warzywa, ostudzone pokroiłam (bez pora). Na patelni podsmażyłam boczek. Do gara dałam pięć pokrojonych (obranych wcześniej) ziemniaków. Gotowałam jakieś 20 minut.  Dorzuciłam do gara boczek (z tłuszczem), włoszczyznę, dodałam majeranek. Doprawiłam do smaku. Pogotowałam jeszcze chwilę. Podałam.

Zupa smakowita. Rozgrzewająca. Pyszna. Akurat na słotę.

środa, 24 października 2012

Zakupy w carrefour. Już przy kasie. Z boku podchodzi pan w garniturze i pyta, czy są w sprzedaży karty telefoniczne. Pani kasjerka ze zdziwieniem patrzy i pyta: ale takie do doładowania? Pan: nie, do automatu TPSA. Pytanie: są jeszcze automaty na karty w dobie powszechnego dostępu do telefonów komórkowych na kartę?

Lotnisko dzisiaj. Idzie strasznie gruby facet. Moja myśl. Na pewno będzie siedział obok mnie.

piątek, 19 października 2012

latoNie sądziłam, że uda mi się tej jesieni chodzić jeszcze bez rajstop. A tu taka niespodzianka. Długa spódnica, białe consy. Gołe nogi.

Wielka, wielka nieskończona miłość.

jesieńSą takie rzeczy w życiu, które się zmieniają. Są takie, które nie ulegają zmianom. A u mnie wielkie zmiany. Naprawdę. Takie wielkie, że jeszcze nie jestem w stanie ich ogarnąć. Na razie przyzwyczajam się do myśli pt. zmiana. Zmiana przez wielkie "Z".

Trzeba zacząć się ogarniać, ale nie mam na to chęci i siły. A po prostu muszę. Muszę to zrobić. Im prędzej, tym lepiej. Bo później może być już za późno. Ot co.

Wybieram się dzisiaj z dziewczynami z pracy na karaoke. Jak to mówi Marta: podrzeć mordy. Sama idea karaoke jest mi bliska, niestety miejsce, do którego idziemy, śmierdzi. Śmierdzi nie zapachem, śmierdzi metaforycznie, a to chyba ten najgorszy smród.

Jedyna miła myśl: dobre naleśniki. Jedne dobre naleśniki w domu, z nadzieniem z mięsa mielonego z pomidorami i warzywami; drugie w Bastylii - aż ślinka mi cieknie na myśl o tych pysznych francuskich naleśnikach.

Chyba głodna jestem. Pewnie dlatego, że jest już prawie 10, a ja nie miałam nic w ustach, poza dwoma kawami, sokiem marchwiowym, wodą i herbatą. Dużo płynów jak na początek dnia. Chyba zjem jogurt.

poniedziałek, 01 października 2012

ZebraNauczyłam się dzisiaj robić warkocza dobieranego do góry nogami. I mam teraz na czubku głowy coś, co wygląda jak kok, chociaż kokiem wcale nie jest. Udaje tylko. Warkcz z tyłu głowy też nie jest jeszcze idealny. Do ideału brakuje mu jakiś pięćdziesięciu wykonań. Za dwa miesiące będę go robić z zamkniętymi oczami, a tymczasem robię go mozolnie i długo. 

Pada deszcz. Znowu jest chora. Obejrzałam pierwszy odcinek dziewiątego sezonu Grey's Anatomy. Dark and twisted. No more happy days. Oglądam też Gilmore Girls, za które dziękuję M. (w wersji damskiej). To przerywnik rzeczywistości wyjątkowo odpowiedni. Zaczął się sezon jesienny w telewizorze. Ponieważ nie posiadam pudła, będę więcej czasu (da się więcej) spędzać przed komputerem. Na przykład dzisiaj. PM wraca późno, a ja sama w domu nadrobię wszystkie zaległości.

W sobotę zrobiliśmy 1/3 planu zakupowego miesięcznego. Muszę sprawdzić w ustawie, co to jest opakowanie i czy można towar sprzedać bez. W niedzielę zaś spacer na Powiśle. Gdzie nieoczekiwanie znaleźliśmy przyzwoite usługi rymarskie i modystkę. W Chopin store (na serio ktoś to tak nazwał, dlaczego?) nie ma niczego ciekawego, a Tamka 43 świeci pustkami. Nie ma cukierni. A na Chmielnej pączki z toffi są orzechowe. We Wrzeniu za to pełno ludzi. I w końcu "Witajcie w raju". W kolejce czeka Tochman, Hugo-Bader i Szabłowski. Kiedy to wszystko?

Zamykam oczy i odpływam.  

środa, 29 sierpnia 2012

consyDlatego jeszcze nic nie piszę. Nie zapeszam, nie plotkuję. Czekam jednak na dobre wieści życiowe.

Jesień to niezwykle dobry czas. Kiedy liście żółkną, moja dusza się nie dusi. Oddycha. Zimnym porankiem wrześniowym. To już. Za kilka dni.

Częstochowa. Przywita nas z rana. Droga okropna. Bo wykopki. Rząd chce się pokazać. Zastaw się, a postaw. Teraz bardziej na czasie i takie polskie. Do trzewi w tym nadwiślańskim kraju.

Marzę o oderwaniu się od rzeczywistości.

Wczoraj wariacje z F., którego widać na fotografii obok. Wariat mały założył moje trampki i biegał po mieszkaniu. Kochany mały brzdąc.

K. w nowym lokum. Podoba mi się. Jest jasne i przestrzenne. Chciałabym taka jasną i przestrzenna przestrzeń dla siebie.

Głód mi zagląda w oczy. Kanapkę czas zjeść.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 51
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Tagi

Wszystko

Odsłony dzisiejsze